Brakowało nam krzeseł do kuchni w kawalerce. Założyłam sobie, że jak nic się nie trafi, oddam nasze dwa, wiórowe, kuchenne, obite mocno wzorzystą, barwną tkaniną. Bardzo je lubię, ale do naszej malutkiej przestrzeni jadalnej są ciut za duże. Nasze miałam zastąpić krzesłami, które znaleźliśmy w garażu w domku na wsi i które czekają na swoją kolej do odnowienia. 

Jednak jak to się czasami zdarza, akurat ktoś wrzucił na Uwaga! Śmieciarka jedzie kilka starych rzeczy, w tym dwa krzesła, których nikt nie zaklepał.  Udało mi się umówić i popędziliśmy po odbiór prosto z dworca po powrocie z krótkiej wyprawy. Piękne są, czerwone. Wymagały jedynie dokręcenia śrubek od spodu. Stara IKEA w bardzo dobrym stanie. Kuchnia od razu ożyła i nie musiałam właściwie wymyślać wystroju bo był prawie gotowy. 

Czerwono-pomarańczowy chodniczek kupiony za paręnaście złotych i przeznaczony pierwotnie do przedpokoju wylądował tuż obok, do tego lampka i półka z deski, którą kupiłam w Castoramie. Wsporniki zgarnęłam ze śmieciarki parę tygodni wcześniej