Kładzenie podłogi metodą pływającą, czyli bez podklejania, jest w zasięgu właściwie każdego, kto ma możliwość równiutko przyciąć deski czy panele. Ja wykorzystałam do tego przenośną ukośnicę, wyrzynarką raczej bym się nie odważyła. Samo kładzenie byłoby przyjemne, gdyby ktoś usunął za mnie wszystkie meble i sprzęty i gdyby nie konieczność dobijania każdej deski, co w trakcie lockdownu było hałaśliwe i w związku z tym stresujące. 

Wybrałam deski dębowe bo ładne i były akurat na promocji. Nie są idealne bo dość łupliwe i jeśli spadnie na nie coś ciężkiego albo ostrego, łatwo je uszkodzić. 

Na zdjęciach różnica pomiędzy starą a nową podłogą jest niewielka, w rzeczywistości ogromna bo plastikowe panele zastąpione zostały drewnem.