Szukałam na szybko czegoś odświętnego do powieszenia albo postawienia. Trafiłam na dłuuugaśne okrągłe lampki w hipermarkecie. Dawały przyjemne światło. Uznałam, że jak uda nam się zawiesić je tak, żeby były trudno osiągalne dla kotów to dekoracje świąteczne mam z głowy. Nie udało się, ale koty, o dziwo, wykazały brak zainteresowania.

Starczyły na prawie cały pokój dookoła i byłam pewna, że nas zamęczą swoją słodyczą i z ulgą zdejmę je na początku stycznia, ale okazały się tak miłe dla oka i tworzą tak przyjemny klimat w mieszkaniu, że zaraz koniec lutego, a one nadal wiszą.